poniedziałek, 22 października 2012

Imprezowy zawrót głowy...!

Mini kolekcja się szyje, a tym czasem odebrałam zdjęcia, które wstrzymywały publikacje;)

Poprzedni weekend z pewnością zapamiętam na baaaardzo długo...
Wyjazd do Kolonii na międzynarodowe szkolenie biznesowe był zdecydowanie niesamowitym przeżyciem.
Nie dość, że przywiozłam stamtąd wiele nowości na przyszłość to i zabawa była przednia:)
Na tę okazję uszyłam właśnie te dwie kiecki! Jedna dla mnie, druga dla Jagódki.

Jagoda prezentuje się w delikatnej i zwiewnej sukience szytej z powiększonego koła, co dało możliwość większego umarszczenia dołu. Cieniutka biała bawełenka w szare kwiatuszki podszyta jest białą tkaniną, dzięki czemu wzór na materiale jest wyraźniejszy, a dół przez dodatkowe marszczenie podszewki, jeszcze bardziej się unosi.




Moja z kolei, zupełnie coś innego.
W sumie to się dobrze dobrałyśmy...black&white...na przemian:)
Wybrałam prosty krój, a całe wrażenie miały robić plecy, a raczej ich brak. Zdecydowałam się też na siateczkowe rękawy i długość sukienki za kolanko, aby za dużo nie odkrywać...taka mała elegancja:)





Obie czułyśmy się świetnie, dzięki czemu impreza w 100% udana.

poniedziałek, 8 października 2012

środa, 3 października 2012

Powitanie jesieni...

Tak bardzo bałam się nadejścia tej jesieni. Wyskoczenie z lekkich kiecek i przerzucenie się na kryte buty na prawdę mnie przerażało! Najbardziej chyba dlatego, że jesień wymaga ode mnię większego poświęcenia. Nie będzie już tworzenie szybkich sukieneczek czy delikatnych bluzek. Teraz zaczyna się prawdziwe szycie, czyli cięższe tkaniny, mocniejsze wykończenia, więcej przemyślenia co i jak żeby było elegancko i wygodnie.

Jesień w tym roku witam w dobrym stylu!

niedziela, 9 września 2012

...powiew świeżości!

Za górami, za lasami...
Będąc z dala od normalnego świata znalazłam chwilę na napisanie posta, który tak strasznie odwlekał się w czasie z powodów technicznych. No nic innego jak brak aparatu sprawił, że przesłanie zdjęć robionych w Bogatyni sprawiało masę problemów. Ale jestem! Zdjęcia udało się przesłać z telefonu na komputer i mailowo do mnie:D

Ostatni tydzień wakacji, które dla mnie się jeszcze rzecz jasna nie skończyły, spędziłam w Bogatyni.
Teraz mam małą przerwę na plener malarski obowiązkowy na koniec pierwszego roku ASP. Na szczęście po powrocie mam jeszcze 2 tygodnie na wypoczynek ostateczny. No, ale mniejsza o to.
Bogatynia też nie dała mi spokoju od maszyny i chwała jej za to:) Miałam okazję zmierzyć się z nowym wyzwaniem, a mianowicie... męskimi spodniami!
Jasnoszary dżins udało mi się kupić jeszcze we Wrocławiu dzięki czemu koszt spodni był zdecydowanie niższy niż gdybym miała kupić go w Bogatyni. Spodnie wykończone są rudą, grubą nicią co nadaje im charakteru. Wyjazd do domu dał mi też możliwość wyszperania w zapasach maminych metalowego guzika do nabicia. Planowo miało być to zrobione maszynką służącą do nabijania guzików, jednak młotek to opcja dla osób lubiących utrudniać sobie życie:D
Mimo wszystko całość się udała i mam się czym chwalić... A co!







poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wszyscy mają mambę...!

W swojej kolekcji materiałowej mam kilka takich, które kupiłam z ogromnym podnieceniem i wręcz nie mogłam doczekać się kiedy stworzę z nich coś nowego. Są też takie, do których jakoś boję się podejść. Mimo tego, że są piękne i długo oczekiwane to czuję lekki dystans... Na przykład fioletowy jedwab, kupiony na początku wakacji z myślą o upalnych dniach do tej pory leży na wierzchu kartonu i patrzy na mnie z niecierpliwością, a ja nie wiem czemu boję się za niego zabrać...
Mój lejący i ciężki szyfon w kolorze kawy z mlekiem też odczekał swoje w szufladzie;) I nie powiem... była to na prawdę ciężka praca. Trzy dni z masą szpilek, fastryg, przymiarek i moja super długa spódnica gotowa! Taki prosty krój, a zabawy jak przy mało której.
Niby tylko szyfon, ale ten był na prawdę ciężki w obróbce. Już wcześniej miałam do czynienia z szyfonem, jednak szyfon szyfonowi nie równy... Tamten był sztywniejszy, dobrze się zaprasowywał i przede wszystkim nie ciągnął się. Teraz kiedy już zszyłam sobie ręcznie kawałek spódniczki, zasiadałam do maszyny aby przeszyć kawałek to uciekał mi jakby w ogóle nie chciał ze mną współpracować. Leje się bardzo jedwabnie. W sumie kiedy go wybierałam to brałam najdelikatniejszy jaki był;)

Widziały gały co brały ;)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Duże i okrągłe:)


Dziś mój pierwszy raz z takimi cudami! Nauka u mnie jak zwykle w parze idzie w parze z praktyką, dlatego też z pozoru łatwa sukienka zajęła mi więcej czasu niż przewidywałam. Zwykle do szycia kiecek potrzebuję jakieś dwie przymiarki. Tym razem bylo troszkę ciężej, trzy przymiarki były na sam biust:) Zwężanie, zaokrąglanie, przycinanie itd. Nie było łatwo...
Ale co tam, taki biust potrzebuje większej uwagi niż zwykle!;)
Wyszło dokładnie tak jak zamierzałyśmy i wszystko trzyma się na swoim miejscu:) Dopasowany dół, nogi doskonale wyeksponowane, a i dodatkową atrakcją sukienki jest koronkowe ramiączko idące przez prawą pierś do pleców:)




Karolina dostała swoją sukienkę, a ja zyskałam dodatkowe doświadczenie:)
Nie ma to jak obustronne korzyści!

wtorek, 7 sierpnia 2012

Weekendowe balowanie!

Ostatni weekend spędziłam na tańcach i zabawie. Powodem tychże szaleństw był ślub Moniki i Wojtka, dzięki którym miałam okazję uszyć nie jedną, a dwie kiecki, z których jestem niesamowicie zadowolona!
Panna młoda, na poprawiny zażyczyła sobie, jak to określiła "kręcącą się" sukienkę. Oczywiście nic więcej na jej temat nie wiedziała. W sklepie nic ciekawego nie znalazła, więc przybiegła do mnie, co oczywiście mnie bardzo mocno ucieszyło:D

wtorek, 31 lipca 2012

W międzyczasie...

Ostatnio wiele czasu spędzam przy maszynie do szycia. Od rana, tylko otwieram oczy i myślę co by tu nowego stworzyć.
Wszystko fajnie ale jakoś na blogu tego nie widać... Niestety... Mam tyle rzeczy do pokazania, taka ochota na podzielenie się swoimi tworami! Nie jest to jednak takie łatwe kiedy ma się do dyspozycji telefon z aparatem i kogoś kto od czasu do czasu przeleci przez mieszkanie i nie bardzo ma ochotę na piękne sesje zdjęciowe;) Dodatkowo każdy szew rozprasowuję na ręczniku położonym na podłodze, żelazkiem które ledwo zipie:D

No cóż, jedyne co teraz mogę to nadrobić straty w zdjęciach, bo jest co pokazać...:)

W takim razie dziś czas na sukienkę którą stworzyłam w międzyczasie. Nie jest to ani ostatnia rzecz, która wyszła z pod igły, ani pierwsza od dłuższego czasu. Uszyłam ją "raz, dwa" w momencie gdy naszła mnie ochota na nową kieckę. Chwilę poszperałam w kartonach z materiałami i dobrałam sobie kolory, które są bardzo słoneczne, więc na taka pogodę jaką teraz mamy, idealna. Dzięki temu, że jest bardzo prosta w kroju, dosyć luźna i nieprzylegająca do ciała, więc można śmiało założyć ją w największe upały.





No cóż, jeszcze przez miesiąc pomęcze się ze swoją wspaniałą komórką...a potem przyjedzie do mnie siostra z aparatem:D wtedy to będzie dopiero szał w dodawaniu postów! Jeden za drugim...!

PS. W deskę do prasowania zaopatrzę się jutro bo szwy mogłyby wyglądać lepiej;)

środa, 11 lipca 2012

Moja mała pięciominutówka

Wczoraj miałam dosyć biegania między pasmanterią, a sklepami z tkaninami w poszukiwaniu odpowiedniego materiału na kiecki. Udało mi się nawet wyhaczyć tanią koronkę, z której jeszcze nie wiem co uszyję, ale uszyję na pewno COŚ :)
Kiedy stałam przy ladzie w pasmanterii, w oczy wpadła mi szeroka guma do spodni czy spódnic. Nie dość, że na prawdę ładna to jeszcze na przecenie! 1zł za metr takiej gumy... kupiłam 2m białej z granatowymi paskami i 2m granatowej z białymi. Zawsze się przyda ;)

Dziś rano wstałam i wiedziałam, że guma przyda się dziś do mojej małej pięciominutówki!


sobota, 7 lipca 2012

Wiało nudą...

Dawno mnie tu nie było...oj dawno. Sama nie wiem jak to się mogło stać! Tyle zamieszania ostatnio. Myślałam, że w momencie zakończenia roku akademickiego w moim życiu zapanuje spokój, cisza i będę mogła usiąść i szyyyyć. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej brutalna. Zmiana mieszkania na wakacje miała trwać jakieś 2, góra 3 dni. Przeciągnęło się to na ponad tydzień, a przenoszenie moich manatków z miejsca w miejsce poszła na 7 transportów osobówkami...no niemożliwe! Ja mam tyle rzeczy!? Dwa kartony to same tkaniny. Może nie jest to jakiś szczyt dla osób szyjących, ale mimo to myślałam, że mam ich mniej. Mój obecny pokoik, na szczęście tylko wakacyjny, ma pojemność może 1/3 moich rzeczy. Fakt, upchałam tam wiele, jednak sztaluga i stół musiałam odstawić w kąt w stanie nieużytkowym. Mimo tego, że bardzo mi się tam podoba to nie mogłabym na stałe mieszkać w klitce 3.5m na 2.5m.
No ale mniejsza o to. Teraz już tam sobie mieszkam od około tygodnia, rozpakowałam się, chociaż i tak jeszcze nie wiem gdzie mam niektóre rzeczy, i wzięłam się za maszynę.
Kiedy byłam w domu, Mamcia dała mi sukienkę, którą znalazła wśród swoich szmatek. Ona jednak nic z tym nie mogła zrobić dla siebie, więc trafiła w moje ręce:)
Na pierwszy rzut oka mogła wydawać się nudna, jednak ja zobaczyłam w niej wiele dobrego.


Suknia sięgająca do połowy łydki, bez wyraźnej talii z opadającymi ramionami...ech, nie może tak być!