środa, 21 czerwca 2017

Moja własna suknia ślubna!

W końcu nadszedł czas na pokazanie czym w przedostatnim czasie się zajmowałam. Trochę zwlekałam z utworzeniem posta, ale czekałam na wszystkie możliwe zdjęcia, a głownie od fotografa, gdzie mogła być ujęta najważniejsza kreacja mojego życia:)
Od samego początku wiedziałam, że nie będę korzystać z gotowców. Domyślałam się też, że mierzenie sukien w salonach dla sprawdzenia kroju nic nie da i wcale się nie pomyliłam.
Od zawsze marzyła mi się suknia ślubna długości 7/8...do momentu kiedy okazało się, że ślub nie jest już tylko odległym pragnieniem. Kiedy zaczęłam w głowie projektować suknię, pomyślałam że będzie mi chyba szkoda odmówić sobie klasycznej długiej sukni...No ale ta 7/8....kurcze no...!
TRZEBA TO POŁĄCZYĆ! :D
Moja suknia nie mogła być standardowa. Nie mogłam sobie na to pozwolić. Chciałam się przy niej trochę wyżyć projektowo i krawiecko. Uważam, że plan się udał. Projekt zajął mi jakies 3h i mimo tego, że powstał w lipcu 2015, to do samego końca byłam pewna swego, mimo że tak na prawdę w żadnym salonie nie sprawdziłam, czy dobrze czuję się w takim kroju. Dlaczego? A no dlatego, że nigdzie nie ma sukien 7/8, ani długich szytych z pełnego, niemarszczonego koła.
Musiała być dwuczęściowa! Nie chciałam się przebierać, chciałam się ROZBIERAĆ :) Projekt miał być taki, żeby jedna część była podstawą drugiej, tak żeby było widać po zdjęciu górnej warstwy, że to co jest później, to to przecież wcześniej było pod spodem.
Moje założenie było takie, że suknia ma być delikatna i bardzo dziewczęca. Uważam, że takie właśnie pasują do mojej urody.
Nie chciałam koła, ani wielkiej księżniczki. Udało mi się zrobić tak, żeby było lekkie uniesienie (właśnie dzięki części krótkiej), ale bez przesady
OK! koniec pisania, bo i tak pewnie większość przeglądnie tylko zdjęcia;)
Zaczynamy!










A teraz kilka zdjęć z dnia ślubu i pleneru od fotografa:)










 Podsumowując mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego jak wyszło, a w ostatniej chwili, na tydzień przed, kiedy suknia nie była jeszcze gotowa, zaczęłam się zastanawiać...."osz kurczę, a co jeśli ją skończę i stwierdzę, że mi się nie podoba? O matko!!!" 
Na szczęście wyszło dokładnie tak jak sobie wyobrażałam:)

Moja suknia była jak dotąd najdłużej szytą przeze mnie suknią ślubną. 
Same kwiatki tiulowe, wycinanie, składanie, przyszywanie i przyklejanie cekinów zajęło ok 12h. Całe szycie trwało ok 40h ciągiem:)





sobota, 10 czerwca 2017

Ślub w jedwabiu

Tak, wiem że teraz powinna być kolej na moją suknię ślubną bo już dawno wrzucałam małą zapowiedź. Wszystkie zdjęcia ze ślubu będę mieć dopiero w poniedziałek, dlatego czekam, żeby pokazać nawet te jak kiecka zachowywała się w tańcu;)
Ale ok, koniec tłumaczenia się;) Mój sezon ślubny się zakończył, jednak szyciowy w pełni!
Dziś przedstawię Wam suknię, a raczej sukienkę ślubną uszytą z przecudownego jedwabiu.
Zakochałam się w tej tkaninie od pierwszego wejrzenia i mimo jego ceny ogromie żałuję, że w sklepie był idealnie wymierzony kawałek na tę właśnie ślubną...
Szycie sukienki ma dwie historie.
Na początku miała być to maksymalnie prosta suknia o długości 7/8.  Kimono z dołem zakończonym zaokrąglonymi rozporkami. Tak więc zrobiłam. Dominika zadowolona odebrała sukienkę i myślałam, że na tym koniec. Mnie osobiście rozkochała ta sukienka w sobie, mimo tak prostego kroju. Jedwab jest tak cudownym materiałem, że każdy krój będzie wyglądać dobrze.





Po powrocie do domu Dominika stwierdziła, że ok, sukienka jest bardzo ładna, ale na ślubną czegoś jednak jej brakuje.
Dostałam zdjęcia innej sukienki w której spodobały jej się marszczenia w okolicy talii i dół zakończony dużym łukiem.
Spotkałyśmy się w takim razie jeszcze raz i przed lustrem zaczęłyśmy upinać...
Kilka ruchów, troszkę zmian i sukienka nabrała zupełnie innej formy!





 Nie ukrywam, szycie jedwabiu jest niemiłosiernie trudne i czasochłonne i chyba każda krawcowa i to przyzna.
Każdy skos trzeba fastrygować, a prasowanie to dopiero zabawa! Wystarczy troszkę żelazkiem przeciągnąć w złą stronę i nagle robi się wyciągnięty ząb....nie wiadomo skąd;)

Dostałam też kilka zdjęć z dnia ślubu, więc dodaję! Bo ile można czekać na nowy post!!!









piątek, 7 kwietnia 2017

Suknia ślubna inaczej

Ślubna nie musi być tylko suknia. Tak na prawdę można wychodzić za mąż nawet w białych portkach, co kto lubi;)
Tym razem Panna Młoda zdecydowała się na zestaw koronkowej bluzeczki z tiulową długą spódnicą. Na początku spódnica miała być różowa, bo Panna Młoda to typ osoby, która w ogóle w sukni ślubnej średnio siebie widzi. Ostatecznie zdecydowała jednak na biel, żeby było choć trochę klasycznie.
Na zdjęciach tego nie widać, ale biel jest tak biała, że podszewka przy niej wygląda jakby była ecru;) Na szczęście w połączeniu już nie ma takiego efektu.









wtorek, 28 lutego 2017

Ślubne hafty

Lepiej późno niż wcale.
 Nadszedł czas na czyszczenie komputera i natknęłam się na kilka fajnych rzeczy, których nie mam pojęcia czemu nie ma na moim blogu...SKANDAL!
Trzeba to nadrobić:)
Ta suknia była dla mnie wyzwaniem. W kroju bardzo prosta, jednak te hafty... Oj bardzo bałam się potraktować szyfon hafciarką. Na prawdę nie miałam pojęcia co z tego wyjdzie, ale wyszło i to nawet bardzo dobrze:) O satynę oczywiście się nie martwiłam, bo materiał ten jest dosyć sztywny i do hatów jak najbardziej się nadaje.

Suknia składa się z dwóch części- sukienki i długiej spódnicy, którą w każdej chwili można zdjąć oraz nosić osobno.









 Myślę, że całość wyszła efektownie i jest się czym chwalić, tym bardziej jest mi wstyd, że dopiero teraz ta ślubna trafia na stronę;)