sobota, 10 czerwca 2017

Ślub w jedwabiu

Tak, wiem że teraz powinna być kolej na moją suknię ślubną bo już dawno wrzucałam małą zapowiedź. Wszystkie zdjęcia ze ślubu będę mieć dopiero w poniedziałek, dlatego czekam, żeby pokazać nawet te jak kiecka zachowywała się w tańcu;)
Ale ok, koniec tłumaczenia się;) Mój sezon ślubny się zakończył, jednak szyciowy w pełni!
Dziś przedstawię Wam suknię, a raczej sukienkę ślubną uszytą z przecudownego jedwabiu.
Zakochałam się w tej tkaninie od pierwszego wejrzenia i mimo jego ceny ogromie żałuję, że w sklepie był idealnie wymierzony kawałek na tę właśnie ślubną...
Szycie sukienki ma dwie historie.
Na początku miała być to maksymalnie prosta suknia o długości 7/8.  Kimono z dołem zakończonym zaokrąglonymi rozporkami. Tak więc zrobiłam. Dominika zadowolona odebrała sukienkę i myślałam, że na tym koniec. Mnie osobiście rozkochała ta sukienka w sobie, mimo tak prostego kroju. Jedwab jest tak cudownym materiałem, że każdy krój będzie wyglądać dobrze.





Po powrocie do domu Dominika stwierdziła, że ok, sukienka jest bardzo ładna, ale na ślubną czegoś jednak jej brakuje.
Dostałam zdjęcia innej sukienki w której spodobały jej się marszczenia w okolicy talii i dół zakończony dużym łukiem.
Spotkałyśmy się w takim razie jeszcze raz i przed lustrem zaczęłyśmy upinać...
Kilka ruchów, troszkę zmian i sukienka nabrała zupełnie innej formy!





 Nie ukrywam, szycie jedwabiu jest niemiłosiernie trudne i czasochłonne i chyba każda krawcowa i to przyzna.
Każdy skos trzeba fastrygować, a prasowanie to dopiero zabawa! Wystarczy troszkę żelazkiem przeciągnąć w złą stronę i nagle robi się wyciągnięty ząb....nie wiadomo skąd;)

Dostałam też kilka zdjęć z dnia ślubu, więc dodaję! Bo ile można czekać na nowy post!!!









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz